Skąd ta obsesja na procesach, bezpieczeństwie i strukturze przy projekcie prowadzonym przez jedną osobę? Odpowiedź jest prosta: bo przeszedłem przez dwa zupełnie różne światy i z każdego wziąłem coś dla siebie.
Szukałem czegoś własnego
Od dłuższego czasu chodziło za mną to samo: chciałem zbudować coś własnego. Własną wizję produktu, która zebrałaby to wszystko, co przez lata widziałem, poznałem — i co wywarło na mnie wpływ, ten dobry i ten zły. Wiedziałem mniej więcej, jak wyglądają startupy od środka. Czego nie znałem, to drugiej strony.
Świadoma decyzja: najpierw druga strona
Podjąłem decyzję, która z perspektywy „szybko zbuduj swój startup” wygląda nieintuicyjnie: zanim zbuduję coś swojego, chcę spróbować „korporacyjnego” kodu i softwaru. Poznać, jak to działa od tej innej strony — procesów, świadomie wolniejszego (i często z dobrego powodu) tempa, pracy nastawionej na inne cele, ograniczonej przez procedury projektowe i prawne.
Dołączyłem do banku. Świata wtedy mi nieznanego — i trochę się go bałem.
„O Jezu, ja nic nie wiem”
Pisałem już kiedyś o tym, skąd wzięła się u mnie fascynacja DDD — i jak zagubiony byłem, patrząc po raz pierwszy na poważnie poukładany projekt. Tutaj było dokładnie to samo uczucie — razy dwa. I to mając już za sobą wiele lat w branży.
Czy się tego spodziewałem? Trochę tak. Czy dowiedziałem się, jak naprawdę robi się oprogramowanie w wielkiej organizacji? Tak, tak i jeszcze sto razy tak.
Czy było warto
Czy jest ciężko? Jest — i to bardzo, dzień w dzień. Czy cofnąłbym tę decyzję, gdybym mógł? Nie. Choć szczerze: gdybym z góry wiedział, co mnie czeka i jak mało naprawdę wiem, pewnie bym się wystraszył.
Czy żałuję? Absolutnie nie. To jest dziś jedna z moich największych inspiracji.
I tu widzę klamrę. Jeśli DDD zrobiło ze mnie programistę „1.0”, to ta praca robi ze mnie „2.0”. Tyle że na innym poziomie: nie chodzi już o sam kod.
Co konkretnie biorę z każdego świata
To nie jest tak, że jeden świat jest lepszy. Każdy nauczył mnie czego innego:
- Ze startupów — wizji i odpowiedzialności za całość, szybkości, odwagi, by zacząć z niczego. Tu nauczyłem się budować.
- Z korporacji — że dojrzała firma to nie tylko kod: to procesy, bezpieczeństwo wbudowane od początku, przemyślana praca zespołów, świadome inwestycje w R&D i AI. Tu uczę się organizować.
Widać to wprost w tym, co robię. Kod juz-ide i moja prywatna biblioteka domenowa to owoc pierwszej lekcji — sposobu myślenia o inżynierii, który złapałem przy DDD. Ale to, że buduję juz-ide jako nowoczesną firmę opartą o AI, automatyzację i bezpieczeństwo, a nie tylko jako aplikację — to bezpośrednio stamtąd, z dużej organizacji.
Domyślny sposób myślenia
Dziś budowanie w duchu DDD jest dla mnie ustawieniem domyślnym (choć małe projekty go nie potrzebują — to też lekcja). Tak samo zaczyna być z drugą rzeczą: organizowanie firmy wokół nowoczesnych technologii i bezpieczeństwa to coś, co teraz mam z tyłu głowy przy każdej decyzji. Nie dlatego, że tak wypada — tylko dlatego, że zobaczyłem na własne oczy, jak to działa, gdy jest robione dobrze.
Sama zmiana myślenia — z „programisty” na „biznes i przedsiębiorstwo” — to już zupełnie inny temat. Zostawiam go sobie na osobny wpis.